niedziela, 24 lipca 2016

Ostatnia płyta dekady (Algiers, “Algiers”, Matador Records)

Mirosław Krzysztofek
("Projektor" - 4/2015)
Od czasu debiutu grupy Tv on the Radio nie było dla mnie we współczesnej muzyce czegoś równie dobrego i ekscytującego.
Kapela Algiers to trzech grających na wielu różnych instrumentach muzyków: Franklin James Fisher, Lee Tesche i Ryan Mahan. Właściwie trudno określić, co panowie grają. Nie jest to zupełnie istotne. Mamy do czynienia z wyjątkowym muzycznym zlepkiem stylów i inspiracji, który przynosi rewelacyjny efekt. 
Płyty można słuchać cały dzień i za każdym razem znajduje się w tej ekscytującej mieszance coś nowego. Każdy odkryty element jest bardziej zaskakujący od poprzedniego i coraz trudniej się od debiutu Algiers uwolnić. Franklin James Fisher gra na prawie wszystkich instrumentach, programuje i śpiewa. I to jak śpiewa! W jego wokalizach słychać echa chórów gospel i bluesa znad Missisipi. Towarzyszą mu równie elokwentni i doskonali muzycy. Aranżacje są świetne. Kompozycje bez wyjątku przemyślane. Po pierwszym przesłuchaniu można ze zdziwieniem stwierdzić, że panowie słuchali wszystkiego od bluesa i gospel poprzez punk rocka i nowa falę, po brytyjską i amerykańską awangardę, a nawet industrialne eksperymenty grupy Suicide. 
Członkowie Algiers mają własny styl, który wzbogacają swoją nieprzeciętną muzyczną elokwencją i talentem. Zwykle wkurza mnie programowana perkusja, ale na tym albumie nie przeszkadza. Właściwie jest to wobec zawartości płyty zupełnie bez znaczenia. Posłuchajcie koniecznie tego albumu, bo może jest to ostatnia tak rewelacyjna płyta, jaką usłyszycie w tym roku, a może i dekadzie.
Algiers, “Algiers”, Matador Records, 2015.