sobota, 23 lipca 2016

Album roku (Kayo Dot “Coffins On Io”, The Flenser 2014)

Mirosław Krzysztofek
("Projektor" - 6/2014)
Grupa Kayo Dot powstała w 2003 roku po rozpadzie progresywnej kapeli Maudlin of the Well. Pierwsza płytę nagrali dla wytwórni Johna Zorna „Tzadik”. To szósty album w dorobku tej trudnej (i dobrze!) do sklasyfikowania formacji.
Słowo „formacja” jest tutaj jak najbardziej na miejscu, bo skład, z którym gra multiinstrumentalista i lider Kayo Dot, Toby Driver, ulegał często zmianie. Nowa płyta zaskakuje przede wszystkim zupełnie inną stylistyką w porównaniu do znanego z wcześniejszych albumów awangardowego metalu. Toby Driver i spółka postanowili pisać piosenki. Brakuje na płycie charakterystycznego dla nich improwizowania, forma i aranżacje są bardziej uporządkowane. To raczej zaleta niż wada.
Wokalnie zmiana jest jeszcze większa. Rezygnacja z „growlingu” na rzecz „normalnego” śpiewu okazała się strzałem w dziesiątkę. Po ubiegłorocznym wydawnictwie „Hubardo” myślałem, że nic mnie w Kayo Dot nie zaskoczy. Zaskoczyło i to pozytywnie. Muzyka z płyty „Coffins On Io” nawiązuje do wszystkiego, co lubię w nowej fali i awangardzie lat osiemdziesiątych i siedemdziesiątych. Każdy utwór zaskakuje zmianą stylistyki, klimatu, tempa. Od słodkiego popu do eksperymentów znanych z dokonań Pere Ubu. Słychać echa wczesnego Porcupine Tree, Hawkwind, a nawet Sisters of Mercy z najlepszego okresu działalności.
Czwarty na płycie utwór „Library Subterranean” gitary ma z wczesnego Cocteau Twins, do tego rewelacyjny śpiew Toby'ego Drivera, potem wszystko przechodzi w trans podparty elektroniką a'la Jean-Michel Jarre, na końcu kolejna zmiana tempa i „klimaty” kojarzące się z najlepszym okresem grupy Gong. Wszystko jest spójne i tak naprawdę, to jest brzmienie Kayo Dot. Płyta roku.