poniedziałek, 25 lipca 2016

Dobry rock z punkowym zacięciem (Eleventh Dream Day, „Works For Tomorrow”, Thrill Jockey)

Mirosław Krzysztofek
("Projektor" - 5/2015)
Wstyd się przyznawać, ale nie miałem pojęcia o istnieniu tej amerykańskiej grupy, aż do tego roku. Gdyby Eleventh Dream Day istnieli, powiedzmy od 5 lat, jeszcze nie byłaby to wielka wtopa. Niestety, funkcjonują na muzycznej niezależnej scenie od 1981 roku i doprawdy nie wiem, dlaczego nie zetknąłem się z nimi wcześniej.

Pocieszeniem jest to, że większość moich znajomych o tej niedocenianej, również w ich rodzinnym kraju, kapeli też nie słyszała. Chociaż zespół istnieje od 1980 roku, to pierwszą płytę nagrał osiem lat później, a w dorobku ma jedenaście bardzo udanych albumów. Innym powodem, dla którego powinienem znać, Eleventh Dream Day jest to, że na basie gra z nimi Douglas McCombs, który był członkiem ulubionej kiedyś przeze mnie post rockowej formacji Tortoise. A jaka jest muzyka na najnowszej produkcji tej niedocenionej grupy? Moim zdaniem rewelacyjna. 

Para, również życiowych partnerów, Rick Rizzo – gitara, śpiew, Janet Bean – perkusja, śpiew, plus wspomniany już Douglas McCombs – gitara basowa i świetnie ich uzupełniający Mark Greenberg – perkusja, instrumenty klawiszowe oraz nowy członek zespołu James Elkington – gitara, instrumenty klawiszowe, stworzyli perełkę, klasyk amerykańskiego gitarowego grania. Tak mogą grać tylko muzycy, którzy znają na pamięć swoją tradycję, począwszy od bluesa, poprzez punk rock, aż do tradycji folk i country. Ten ostatni gatunek wymieniłem nieprzypadkowo, gdyż płyta „Works for Tomorrow” powstała w studiu należącym do grającej alternatywne country grupy Wilco. Tak naprawdę jest to kawał dobrego rocka z różnymi „naleciałościami”, ładnymi melodiami i punkowym zacięciem.

Nie ma na tym albumie o „winylowej” długości zapychaczy i mało śmiesznych muzycznych żartów. Przypomnijcie sobie, kiedy słuchaliście w całości jakiejś dobrej płyty? Jeśli sobie nie przypominacie, to album „Works for Tomorrow” jest idealny, aby odświeżyć to przyjemne doznanie. Jeszcze jedno. W moim prywatnym rankingu utworów kończących płyty piosenka „End With Me” jest na pewno w pierwszej dziesiątce. A, że grają tutaj amerykańscy muzycy, którzy przewyższają poziomem, elokwencją muzyczną i pomysłami większość swoich europejskich braci usiłujących grać podobnie, to można do tej płyty wracać wielokrotnie i robić jedną z przynajmniej dwóch rzeczy: słuchać lub skakać. Jeśli chodzi o tę drugą czynność to byleby nie z dużej wysokości. Małe piwko też nie zaszkodzi. Nawet przy skakaniu.

Jednak życie jest pełne miłych niespodzianek. Dzięki muzyce.

Eleventh Dream Day, „Works For Tomorrow”, Thrill Jockey, 2015.