poniedziałek, 25 lipca 2016

Grammy i co dalej? (Włodek Pawlik Trio, „America”)

Łukasz Rakalski
("Projektor" - 4/2015)
Trzymam w rękach najnowszy album Włodka Pawlika i nie mogę powstrzymać zdziwienia. Na płycie, obok autorskich kompozycji, znajdują się jazzowe interpretacje utworów Chopina, Paderewskiego oraz autorska muzyka Pawlika do filmów „Rewers” i „Wrony”. Tymczasem na okładce wytłuszczonym drukiem widnieje tytuł „America”.

Autor tłumaczy, iż jest to metafora, która odnosi się do wiecznego marzenia człowieka Europy o Ziemi Obiecanej i odkryciu lepszego, Nowego Świata. W jego przypadku była to podróż do Stanów Zjednoczonych w 1988 r. na półfinał konkursu Thelonious Monk International Piano Competition, w trakcie której powstał szkic pierwszego utworu z niniejszej płyty.

Tytułowa ścieżka od samego początku urzeka optymistycznym tonem, płynącym z dźwięków fortepianu. Mimo, że sposób narracji jest dość prozaiczny i powtarzalny, na korzyść działają bardzo energetyczne improwizacje Pawlika i Pawła Pańty na kontrabasie.

Interpretacja mazurka Chopina z ciekawymi współbrzmieniami, przypomina bossa novy Antônio Carlosa Jobima. Równie interesujący jest nokturn. Jego prostolinijne przeniesienie do ballady jazzowej uzmysławia, ile jazzu ma w sobie kompozycja Paderewskiego, bądź, jak muzyka Pawlika w pewnym stopniu pozostaje w dystansie do głównego nurtu jazzu. Zależy od punktu widzenia.

W „Blue Munk” pojawia się mocny akcent w postaci żywiołowej improwizacji Cezarego Konrada. Utwór charakteryzuje bardzo nośny, przekonywujący groove, który jest jednostajny i z czasem staje się trochę nużący. Jest to cecha, która w dużej mierze odnosi się do całego albumu. Posiada przez to nieco szablonowy wydźwięk.
Bardzo korzystnie na tym tle wypada nowa interpretacja motywu z filmu „Wrony”, który przypomina o bardzo wrażliwej i pełnej emocji stronie Pawlika. Ciekawostką jest również pojawienie się na płycie wiolonczelisty Łukasza Pawlika w utworze „The Queen of Cold”, pochodzącym ze sztuki Teatru Telewizji „Królowa Chłodu”. Trzeba przyznać, że utwór brzmi spójnie z pozostałym materiałem przede wszystkim dzięki zręcznej narracji Włodka na fortepianie.

Na zakończenie warto wspomnieć także o realizacji dźwięku. Wszystkie żywiołowe kompozycje na płycie są w bardzo wysokim stopniu skompresowane. Jest to w zgodzie z mocnym, rockowym pierwiastkiem w stylu Pawlika. Niestety na kilku ścieżkach (włączając w to tytułowy utwór) pojawia się przesterowany dźwięk, co w pewnym stopniu utrudnia pełne zaangażowanie się w zaprezentowaną muzykę.

„America” to sentymentalna podróż Pawlika do przeszłości. Mimo, iż zawiera mnóstwo polskich akcentów, jej tytuł jest w pełni uzasadniony. Album reprezentuje, jak autor sam określa, pragmatyczny sposób myślenia o muzyce, daleki od „polityki kulturalnej” uprawianej przez europejskie ministerstwa kultury. W praktyce może to oznaczać jednak, że wielu miłośników jazzu przejdzie obok niej obojętnie.

Włodek Pawlik Trio, „America”, Fonografika, 2015.