niedziela, 24 lipca 2016

Dla mnie bomba (John Zorn, "Simulacrum", Tzadik)

Mirosław Krzysztofek
("Projektor" - 3/2015)
Waga superciężka. John Zorn firmuje tę płytę, ale jak to u niego często się zdarza na niej nie gra. Jest autorem wszystkich kompozycji, aranżacji i dyrygentem, cokolwiek w przypadku tria złożonego z muzyków – na zasadzie „każdy z innej bajki” – to znaczy.
Ci muzycy to: John Medeski (m.in Medeski, Martin&Wood) – organy, Kenny Grohowski (m.in. Secret Chiefs 3) – perkusja Matt Hollenberg (death metalowy Cleric) – gitary. Już po składzie grupy widać, że lekko nie będzie. I nie jest. Muzycy pozwalają sobie na "jazdy" przy których granie zespołu Metallica to pop. Okładka płyty, przyznajmy, jest niepokojąca. Muzyka również. Mało tu charakterystycznych dla Zorna elementów kultury żydowskiej. Już w pierwszym utworze słyszymy riff wyjęty żywcem z nagrań skandynawskiego metalu. Improwizacje Johna Medeskiego są jak zwykle na najwyższym poziomie.
Całość, mimo eklektyzmu brzmi bardzo dobrze. Matt Hollenberg dostraja się do reszty zespołu, grając chwilami jak rasowy jazzman. Mimo wszystko słyszymy na tej płycie wiele zaskakująco chwytliwych melodii. Jak mawiał jeden mój kolega, nie jest to muzyka dla krawaciarzy (sam czasami noszę). Dla mnie bomba. Zdecydowanie album, który ma to "coś". Mamom tego nie puszczajcie. Tegoroczna majówka była zupełnie do niczego z punktu widzenia miłośników grilla, ale ta muzyka może porządnie zgrillować. Bez podpałki.
John Zorn, "Simulacrum", Tzadik, 2015.