sobota, 23 lipca 2016

Magnetic – improwizacja jazzowa z najwyższej półki (Terence Blanchard „Magnetic”, Blue Note)

Łukasz Rakalski
("Projektor" - 3/2014)
Często określany mianem następcy Wyntona Marsalisa, „legendą trąbki” – Terence Blanchard jest najbardziej rozpoznawalny dla szerokiej publiczności przede wszystkim, jako twórca muzyki filmowej. Dźwięki jego trąbki towarzyszą obrazom m.in. Spike’a Lee. Do najbardziej znanych owoców ich współpracy można zaliczyć „Malcolm X” lub – szczególnie doceniany w środowisku muzyków jazzowych – „Mo’ Better Blues”.
Terence sam stwierdził jednak w wywiadzie dla magazynu „Downbeat” w 1994 r., że niezależnie od tego, ile przyjemności sprawia mu pisanie muzyki filmowej, granie jazzu w zespole daje mu największą satysfakcję. Najnowszym dziełem w tej dziedzinie jest album „Magnetic”, wydany 28 maja 2013 r., będący jednocześnie powrotem Blancharda do współpracy z wytwórnią Blue Note po ośmiu latach przerwy.
W składzie zespołu występującego na płycie znaleźli się stali, wieloletni współpracownicy Terence’a: saksofonista Brice Winston, pianista Fabian Almazan i perkusista Kendrick Scott. Usłyszeć można także dźwięki Lionela Loueke na gitarze oraz najnowszego odkrycia Terence’a, którym jest 21-letni basista Joshua Crumbly. Gościnnie wystąpili saksofonista Ravi Coltrane oraz legenda kontrabasu Ron Carter.
Podobnie, jak we wcześniejszych produkcjach Blancharda, wszyscy członkowie zespołu zaprezentowali własne utwory. Oprócz czterech kompozycji lidera, znalazły się tu także trzy utwory Fabiana i po jednym każdego z trzech pozostałych muzyków.
Tytułowa kompozycja lidera w bardzo zdecydowany sposób oddziałuje na emocje słuchacza. Wyrafinowana harmonia wprowadza atmosferę tajemniczości. Stanowi idealne tło dla melodii, która buduje napięcie w sposób bardzo zrelaksowany. Enigmatyczne dźwięki tematu niemal od razu wpadają w ucho, pomimo skomplikowanego rytmu. Klimat tworzy dodatkowo dźwięk zmodyfikowany przez przetwornik cyfrowy, który zwielokrotnia i delikatnie rozstraja brzmienie trąbki.
Kompozycje Terence’a mają bardzo duży wpływ na odbiór całego albumu, o czym może świadczyć „Hallucinations”. Nieprzewidywalnemu dialogowi między instrumentami sekcji rytmicznej towarzyszy psychodeliczny, zanikający i powracający niespodziewanie motyw w wykonaniu trąbki i saksofonu.
„Don’t Run” nawiązuje do tradycji muzyki bebopowej. Pełen energii, kołyszący temat poprzedza błyskotliwe improwizacje Coltrane’a, Blancharda i Cartera. Warto przy tym wspomnieć, że improwizacja Terence’a w tym utworze została nominowana do Nagrody Grammy w kategorii „najlepsze improwizowane solo jazzowe” („best improvised jazz solo”).
Na uwagę zasługuje również „Jacob’s Ladder”. Melodia tematu ujmuje łagodnością. Historia, którą przedstawia, skłania do refleksji.
Album „Magnetic” to bogactwo melodii i nastrojów, którego nie sposób streścić. Każdy kolejny kontakt z utworami z płyty ujawnia nowe detale i pozostawia wspomnienia, które kuszą do ponownego jej przesłuchania.
Terence Blanchard „Magnetic”, Blue Note.