sobota, 23 lipca 2016

Nie na smartfony (Opeth, „Pale Communion”, Roadrunner Records)

Mirosław Krzysztofek
("Projektor" - 5/2014)
Jedenasty (studyjny) album szwedzkiego zespołu Opeth. Kiedyś kojarzeni z death metalem. Obecnie jakby złagodnieli. Duży wpływ na pójście zespołu w stronę muzyki określanej rockiem progresywnym miał Steven Wilson, kumpel Roberta Frippa, gitarzysta i wokalista Porcupine Tree, producent, postać ważna dla niszowego, żeby nie powiedzieć, podziemnego obecnie gatunku.
To właśnie dzięki Stevenowi muzyka Opeth stała się bardziej wyrafinowana i moim zdaniem, ciekawsza. Na płycie „Pale Communion” Wilson ograniczył się do roli miksującego gotowy materiał. Producentem płyty jest wokalista, gitarzysta, autor wszystkich kompozycji Mikael Åkerfeldt. Najnowsza płyta Opeth to kontynuacja „Heritage” z 2011 roku. W tym przypadku jest to lepsza jakościowo kontynuacja. Na całej płycie słychać fascynację rockową tradycją. Szczególnie tą z lat siedemdziesiątych.
Brzmienia instrumentów klawiszowych (w tym mellotronu), sekcji rytmicznej, gitar i aranżacje przywodzą na myśl nagrania sceny Canterbury czy ELP. Od czasu do czasu Opeth potrafi solidnie „przywalić”. Mnóstwo na płycie zmian rytmu i nastroju utworów. Album „Pale Communion” zasłużył na miejsce na półce każdego fana muzyki rockowej na najwyższym poziomie. Zresztą, kto dzisiaj słucha płyt w całości? Na pewno nie panny i młodzieńcy paradujący po ulicach ze smartfonami z włączonym głośnikiem, przeżywający „wyrafinowaną” pseudo muzykę, o jakości dźwięku patefonu z XIX wieku. No cóż, to już zupełnie inna historia…
P.S. Niech żyje rock progresywny!
Opeth, „Pale Communion”, Roadrunner Records.