czwartek, 24 listopada 2016

Coś poza dinozaurami (Macroscream, „Macroscream”)

Mirosław Krzysztofek
("Projektor" - 5/2016)
Sezon ogórkowy nie sprzyja wydawaniu godnych uwagi nowych płyt. Nie chcąc uchodzić za bardziej konserwatywnego, niż jestem, szukałem wytrwale czegoś wartościowego, ale lekkiego, bo przecież są wakacje. Niestety.


Pierwsze miejsce brytyjskiej listy albumów, grupa Blossoms, to niewypał. Pet Shop Boys byli jednak, w porównaniu z tym słabiutkim zespołem, wielcy. Wild Beasts ze swoim nowym wydawnictwem nudni jak flaki z olejem. Zużytym po smażeniu frytek. O reszcie nowych i starych gwiazd nie warto wspominać.

Zupełnie przypadkowo wróciłem do korzeni mojego „poważnego” słuchania muzyki. Czyli do rocka progresywnego. Za sprawą włoskiego zespołu Macroscream. Prog rock jest muzyką alternatywną. Znowu. Bo zanim tak około 1975 r. stał się karykaturą samego siebie, już był muzyką alternatywną. Zespoły prog rockowe grały w małych klubach, wchodziły w swoisty dialog ze słuchaczami. Wydaje się to dziwne, ale tak rzeczywiście było. Grupy takie jak Yes, ELP, Genesis, Pink Floyd wyprowadziły ten ambitny i nieco przeintelektualizowany gatunek na stadiony. Stało się tak za sprawą popularności zespołów progresywnych i sprzedaży płyt w ilości, o jakiej dzisiejsze gwiazdy mogą tylko marzyć. Sukces komercyjny był początkiem końca tej wartościowej, ambitnej muzyki.

Dzisiaj prog rock wraca do korzeni. Poza dinozaurami spijającymi śmietankę z dawnej świetności pojawiają się nowe grupy. Jedną z nich jest włoska formacja „Macroscream”. Przyznam się, że ze zdziwieniem słuchałem tej dziwnej, staroświeckiej płyty. Podróż w czasie. Odświeżająca. Jeszcze większe zdumienie budzi ilość muzyków, która wzięła udział w nagraniu. Liderem grupy jest Alessandro Patierno – gitary: basowa, klasyczna i akustyczna, fortepian, mandolina, vocoder, instrumenty perkusyjne, chórki. Oprócz niego jest w zespole pięciu muzyków, ale w nagraniu albumu wzięło udział 13 dodatkowych instrumentalistów. Rozmach. Jak za starych dobrych progresywnych czasów. Muzycznie jest bardzo dobrze. Na płycie brzmią echa muzyki klasyków gatunku jak na przykład Gentle Giant, Egg, Area.

Brzmienie zespołu nie jest kopią. Jest twórczym nawiązaniem. Zrobionym z pasją, ambicja i wirtuozerią. Czyli z tym „czymś”, o co tak naprawdę w dobrej muzyce chodzi. Warto posłuchać. Nie tylko dla fanów „starych” brzmień. Bo to jest alternatywa.

Macroscream, „Macroscream”, AltrOck Productions, 2016